Podwodne dramaty

Recenzje

Podwodne dramaty. Odtajniona historia radzieckich okrętów podwodnych o napędzie jądrowym

8 Sie , 2015  

„Podwodne dramaty” to książka, po którą sięgam przy okazji każdej emisji „Polowania na Czerwony Październik”, „Karmazynowego przypływu”, czy też „K-19”. W mojej ocenie jest to niesamowite źródło informacji pochodzących od uczestników historycznych wydarzeń, z których wiele zakończyło się tragicznie, a o których zbyt wiele nie można było się dowiedzieć jeszcze nie tak dawno temu. Lata 90. XX wieku miały jednak to do siebie, że wiele informacji wcześniej uważanych za tajne, ujrzało światło dzienne stanowiąc ciekawe świadectwo minionych czasów – czasów niewątpliwej potęgi militarnej ZSRR, która była jednak w dużej części oparta na poświęceniu ludzi służących w siłach zbrojnych „Imperium zła”. A autorzy są zaś takimi właśnie ludźmi. Ostatnim przykładem, tak stosunku władz Rosji (sukcesora ZSRR) do marynarzy okrętów podwodnych, jak i poświęcenia załogi była katastrofa okrętu K-141 Kursk (proj. 949A) w roku 2000.

Pierwsza część książki to w istocie wprowadzenie do tematyki współzawodnictwa flot USA i ZSRR w zakresie wykorzystania okrętów podwodnych z napędem jądrowym. Prym w tej dziedzinie wiedli Amerykanie, jednak Związek Radziecki z uporem, nie licząc się z kosztami (jak się przekonamy, także ludzkimi) dążył do uzyskania parytetu (jak można się dowiedzieć z dalszych kart książki, ZSRR zbudował 235 okrętów z napędem jądrowym od początku lat 1950.). Pierwszym radzieckim okrętem podwodnym o napędzie nuklearnym był K-3. Dwóch, spośród trzech autorów, to oficerowie związani z tym właśnie okrętem.

Lew Żilcow był oficerem odpowiedzialnym za skompletowanie pierwszej załogi K-3. W 1962 roku był w załodze, która jako pierwsza w ZSRR dopłynęła do Bieguna Północnego (pod lodem, dla ścisłości). Leonid Osipienko był z kolei pierwszym dowódcą tego okrętu.

Dwa pierwsze rozdziały dotyczą etapu budowy, wyposażania i ostatecznych przygotowań okrętu do wyjścia w morze. Nie mogło w nich zabraknąć opisu specyfiki odbioru państwowego okrętu, jakże symptomatycznego elementu dla państw znajdujących się w orbicie wpływu ZSRR, jak i jego samego. Rozdział trzeci ponownie wprowadzają nas w atmosferę zmagań z US Navy, tym razem w aspekcie działań w Arktyce.

Rozdział czwarty, którego autorem jest Nikołaj Mormuł – dyrektor techniczny Floty Północnej, który uczestniczył w licznych dochodzeniach dotyczących wypadków na morzu, zawiera dość ciekawe dane dotyczące liczby okrętów podwodnych w służbie w bardziej znaczących marynarkach wojennych, ze szczególnym naciskiem na okręty – nosiciele rakiet balistycznych z głowicami jądrowymi. Ciekawostka, która stała się dla mnie widoczna w zestawieniu z innymi książkami o tej tematyce, polega na tym, że autorzy tego typu pozycji zazwyczaj z dużą odpowiedzialnością i wyobraźnią odnoszą się do potencjału okrętów. Chodzi oczywiście o liczbę przenoszonych rakiet, głowic i ich siłę niszczącą, która w tej akurat książce została przyrównana do dzięsiątek tysięcy Hiroszim.

W tym samym rozdziale odnajdziemy także radzieckie spojrzenie na „zapory przeciw okrętom podwodnym”, jak określono w książce amerykański system obserwacji akustycznej za pomocą czujników pasywnych (SOSUS), rozmieszczone pomiędzy Norwegią, Wyspą Niedźwiedzią a Spitsbergenem. Możemy poznać sposoby  przekraczania owych zapór w taki sposób, aby okręt podwodny pozostał niewykryty. Ciekawa lektura w zestawieniu z informacjami z „drugiej strony barykady” o sukcesach w wykrywaniu radzieckich OP.

Najważniejszą jednak częścią rozdziału czwartego, nawiązującą do tytułu książki, jest zestawienie amerykańskich okrętów podwodnych o napędzie jądrowym, na których miały miejsce awarie, wraz z omówieniem skutków tych awarii. Na zasadzie kontrastu, autor przedstawia kolejne radzieckie okręty podwodne, na których występowały tego typu zdarzenia – porównując stosunek do bezpieczeństwa na atomowych OP w każdej ze współzawodniczących flot.

Rozdział piąty dotyczy zatonięcia okrętu podwodnego K-278 Komsomolec projektu 685, zwanego „złotą rybką” z racji kosztów tytanu, z którego był zbudowany jego kadłub sztywny. Użycie tego drogiego metalu pozwalało Komsomolcowi zanurzać się na głębokość 1000 m, nieosiągalną dla innych okrętów podwodnych, ze szczególnym uwzględnieniem potencjalnego przeciwnika.

W rozdziale szóstym autorzy omawiają problem odpadów z okrętów, które zakończyły służbę w aspekcie zanieczyszczenia środowiska naturalnego na dalekiej północy Rosji.

 

Autorzy: Lew Żilcow, Nikołaj Mormuł, Leonid Osipienko

Wydawnictwo: Uni-Druk Wydawnictwo & Drukarnia

Podwodne dramaty

,



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *